Ciemność. Muzyka smutno pobrzmiewa długimi pociągnięciami smyczków. Scenę z wolna rozjaśnia szeroka smuga jasnego światła. Na scenę wchodzi grupa ochroniarzy rozglądając się wokół, po nich wolnym krokiem wkracza kondukt żałobny. Czterech żałobników dźwiga na ramionach deskę, na której spoczywają zwłoki. Stawiają ciało na katafalku i odchodzą na bok.Król i Królowa zajmują miejsce na podwyższeniu, obok dworzanie. Przed zwłokami klęka młody człowiek ubrany w czarny golf, marynarkę, spodnie i okulary. Palce jego dłoni niemal dotykają stóp trupa. Zalega absolutna cisza. Bardzo długa pauza powoduje poruszenie pośród pary królewskiej i dworzan. Król wstaje i przerywa niemożliwą do wytrzymania ciszę.
"Hamlet, nasz drogi brat, zmarł nie tak dawno:
Świeża jest pamięć o nim - i przystoi,
Ażeby w sercach trwała wciąż żałoba,
A państwo było jedną wielką łzą.
Wszelako naszą naturalną boleść
Powściąga nakaz rozsądku: musimy
Smucić się mądrze - nie zapomnieć króla
Zarazem jednak pamiętać o sobie."...
To nie był sen. Tak się zaczyna spektakl, który kiedyś chciałbym obejrzeć na żywo - nie we śnie, nie w wyobraźni lecz na scenie. Zaczyna się i kończy pogrzebem. Wszystko ma swój początek i koniec w śmierci. Na katafalku za każdym razem będzie leżeć Hamlet a nad nim kolejny władca wypowie te znamienne słowa "Hamlet nasz drogi brat zmarł..." tu głos powinien się załamać ale spektakl obłudy, fałszu i knowań trwał będzie dalej aż pochłonie wszystkich uczestników widowiska. Potem wszystko trzeba będzie posprzątać i cały proces zacznie się od nowa.