Stieg Larsson "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"
KSIĄŻKA
Do mniej więcej trzysetnej strony nie dzieje się nic intrygującego - poznajemy bohaterów, relacje między nimi, kilka słów o przeszłości, kilka znaków zapytania, niepozorne zwroty akcji, mnóstwo nazwisk, opisy pewnych zdarzeń, trochę seksu, trochę przemocy aż wreszcie minąwszy połowę opasłego tomu akcja nabiera ikry i coś się zaczyna dziać. Zupełnie świadomie stosuję tak enigmatyczny opis by nie uchylać choćby rąbka tajemnicy gdyż mimo wszystko polecam tę książkę z całego serca. Czyta się szybko, akcja rozwija się klarownie i logicznie - bohaterowie mają swój niezaprzeczlny urok i mimo pewnego natłoku informacji czyta się przyjemnie.
FILM
Powiem jak koza - KSIĄŻKA BYŁA LEPSZA. Nie można w ten sposób robić ekranizacji!!!!! Postaci, które bełkoczą coś na ekranie nie są nawet cieniem bohaterów widniejących na kartach książki. W filmie nie ma nic z klimatu literackiego pierwowzoru - jakby cała ekipa filmowa składała się z licealistów piszących pracę domową dla upierdliwej nauczycielki.Ponaciągali i poskracali tło i akcję, wyprali z uczuć i charakteru postaci, sfilmowali jakby idioten kamerą, muzykę pisał uczeń podstawówki muzycznej a aktorzy grają jakby robili szopkę wigilijną w strażackiej remizie. Czemu się tak ciskam ? A temu, że już od dawna nie mogę trafić na poruszający, głęboki, mądry i inteligentnie wyreżyserowany film.