niedziela, 8 sierpnia 2010

DANCE DANCE DANCE

"Jeżeli się wytęży słuch, słychać głos pragnień. Jeżeli się wytęży wzrok, można je zobaczyć."
Ta książka kończy się dobrze lecz jest jak sen, którego wspomnienie znika wraz z nadchodzącym świtem.Sen momentami długi i nudny, zaczynający się dopiero po siedemdziesięciu stronach, czasem przewlekle rozsypujący niepotrzebne słowa ale trwający nieśpiesznie w rytmie śpiącego czytelnika. Sen o ludziach bez twarzy, bez konturów, nawet bez właściwości. A jednak pozostawia we mnie pustkę bo w tym śnie pośród japońskich opadów śnieżnych to ja byłem bohaterem, choć nim nie byłem i dlatego teraz czuję pustkę i coś w rodzaju zaskoczenia i czuję jak z minuty na minutę uciekają ciepłe uczucia, umyka dźwięk opadających płatków śniegu, zacięty wyraz twarzy, szum odjeżdżającej windy, zapach spleśniałej ciemności długiego korytarza i tajemnicza postać w owczej skórze.
To początek znajomości z wyobraźnią pana Haruki Murakami. Za moment wybiorę jego kolejną książkę i kilka kolejnych dni spędzę na placach zabaw made in Japan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz