"Jeżeli się wytęży słuch, słychać głos pragnień. Jeżeli się wytęży wzrok, można je zobaczyć."
Ta książka kończy się dobrze lecz jest jak sen, którego wspomnienie znika wraz z nadchodzącym świtem.Sen momentami długi i nudny, zaczynający się dopiero po siedemdziesięciu stronach, czasem przewlekle rozsypujący niepotrzebne słowa ale trwający nieśpiesznie w rytmie śpiącego czytelnika. Sen o ludziach bez twarzy, bez konturów, nawet bez właściwości. A jednak pozostawia we mnie pustkę bo w tym śnie pośród japońskich opadów śnieżnych to ja byłem bohaterem, choć nim nie byłem i dlatego teraz czuję pustkę i coś w rodzaju zaskoczenia i czuję jak z minuty na minutę uciekają ciepłe uczucia, umyka dźwięk opadających płatków śniegu, zacięty wyraz twarzy, szum odjeżdżającej windy, zapach spleśniałej ciemności długiego korytarza i tajemnicza postać w owczej skórze.
To początek znajomości z wyobraźnią pana Haruki Murakami. Za moment wybiorę jego kolejną książkę i kilka kolejnych dni spędzę na placach zabaw made in Japan.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz