Gdy skończyłem ją czytać wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa. Na ciemnym niebie zobaczyłem światło, jasne, czyste, spokojnie płynące na tle gwiazd, niczym teatralny reflektor płynący w przestrzeni. Światło stawało się coraz jaśniejsze i jaśniejsze jakby chciało coś oświetlić, jakby dawało znak po czym stopniowo gasło by zniknąć i rozpłynąć się w zimnym sąsiedztwie nieruchomych gwiazd...
taki literacki obrazek, który zdarzył się naprawdę i przez to jest niewiarygodny... jego książki dotykają mnie osobiście ale...odbiór jest już inny niż w czasach licealnych
Choćbym pisała milion recenzji, nigdy nie oddam wiernie tego, co Murakami wyczynia z moją duszą...
OdpowiedzUsuńz moją ostatnio przestał
OdpowiedzUsuń